UBOGI

„Jezus, widząc tłumy, wyszedł na górę. A gdy usiadł, przystąpili do Niego Jego uczniowie. Wtedy otworzył swoje usta i nauczał ich tymi słowami: Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni. Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię. Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni. Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią. Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą. Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi. Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. Błogosławieni jesteście, gdy [ludzie] wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was. Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie. Tak bowiem prześladowali proroków, którzy byli przed wami” (Mt 5,1-12)

*

Pan Jezus rozpoczyna nauczanie od przedstawienia postawy do jakiej trzeba dążyć, żeby móc wejść na drogę życia życiem samego Boga. Przede wszystkim, trzeba być „ubogim w duchu”. Co to oznacza? Że nawet, jeśli czegoś mi brak, z czymś mi źle, to nie narzekam, nie doszukuję się winnych etc., ale z pokorą przyjmuję to co jest, szukam dobra i cieszę się nim. Łatwo powiedzieć, kiedy wszystko dobrze się układa. Ale warto o to walczyć – przez to już jedną nogą staje się w Królestwie Niebieskim…

***

CIERPLIWA

„Rodzice Jezusa chodzili co roku do Jerozolimy na Święto Paschy. Gdy miał On lat dwanaście, udali się tam zwyczajem świątecznym. Kiedy wracali po skończonych uroczystościach, został Jezus w Jerozolimie, a tego nie zauważyli Jego Rodzice. Przypuszczając, że jest w towarzystwie pątników, uszli dzień drogi i szukali Go wśród krewnych i znajomych. Gdy Go nie znaleźli, wrócili do Jerozolimy szukając Go. Dopiero po trzech dniach odnaleźli Go w świątyni, gdzie siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania. Wszyscy zaś, którzy Go słuchali, byli zdumieni bystrością Jego umysłu i odpowiedziami. Na ten widok zdziwili się bardzo, a Jego Matka rzekła do Niego: „Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie”. Lecz On im odpowiedział: „Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca”? Oni jednak nie zrozumieli tego, co im powiedział. Potem poszedł z nimi i wrócił do Nazaretu; i był im poddany. A Matka Jego chowała wiernie wszystkie te wspomnienia w swym sercu” (Łk 2,41-51)

*

Warto popatrzeć na to, co dziej się w sercu Maryi – w nim cierpliwa miłość. Maryja nie rozumie wielu rzeczy, które się dzieją, wiele ją boli, niektóre na pewno chętnie by zmieniła. Ale wszystkie je zachowuje w swoim sercu. I ufa, że któregoś dnia zobaczy ich sens. Warto próbować naśladować.

***

SERCE

„Jezu cichy i pokornego serca – uczyń serca nasze, według serca Twego”

*

Dziś świętowaliśmy uroczystość Serca Boga. To Serce, które było tak napełnione MIŁOŚCIĄ Ojca i Syna, że aż chciało się podzielić nią z kimś więcej – z tej MIŁOŚCI powstał CZŁOWIEK i cały świat dla niego. To Serce „nakazało” Bogu stać się człowiekiem i dać się zabić, żebyśmy mieli ŻYCIE. W tym Sercu dokonuje się przebaczenie wszystkich naszych grzechów. To Serce pełne miłości, która mnie tworzy, chroni i prowadzi w każdej chwili. To Serce, tęskni, kiedy nie znajduję czasu, żeby pobyć z Nim. To Serce, które kocha…

***

GŁĘBIA

„Jeden z uczonych w Piśmie zbliżył się do Jezusa i zapytał Go: Które jest pierwsze ze wszystkich przykazań? Jezus odpowiedział: Pierwsze jest: Słuchaj, Izraelu, Pan Bóg nasz, Pan jest jeden. Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą. Drugie jest to: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Nie ma innego przykazania większego od tych. Rzekł Mu uczony w Piśmie: Bardzo dobrze, Nauczycielu, słusznieś powiedział, bo Jeden jest i nie ma innego prócz Niego. Miłować Go całym sercem, całym umysłem i całą mocą i miłować bliźniego jak siebie samego daleko więcej znaczy niż wszystkie całopalenia i ofiary. Jezus widząc, że rozumnie odpowiedział, rzekł do niego: Niedaleko jesteś od królestwa Bożego. I nikt już nie odważył się więcej Go pytać” (Mk 12,28b-34)

*

W scenie opisanej w dzisiejszej Ewangelii zatrzymał mnie kontekst tej sytuacji: uczony w Piśmie zbliżył się do Jezusa, bo zrobiła na nim wrażenie mądrość, z jaką Jezus odpowiedział saduceuszom. To dla mnie wezwanie do rachunku sumienia z mojej „jezuickości”. Nasz generał powiedział kiedyś, że ilekroć spotykał papieża Benedykta XVI, ten mówił mu:  „Kościół oczekuje głębi od Towarzystwa Jezusowego – głębi w nauce i głębi w duchowości”.Trudno nie zadać sobie pytania: ile czasu w ciągu dnia poświęcam na drogę w głąb nauki i duchowości…

***

W KLIMACIE DOBRA

„Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w [pokoleniu] Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę. Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę. Wydała ona okrzyk i powiedziała: Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona. A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie? Oto, skoro głos Twego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się z radości dzieciątko w moim łonie. Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana.
Wtedy Maryja rzekła:
Wielbi dusza moja Pana,
i raduje się duch mój w Bogu, moim Zbawcy.
Bo wejrzał na uniżenie swojej Służebnicy.
Oto bowiem odtąd błogosławić mnie będą
wszystkie pokolenia,
Gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny.
święte jest Jego imię,
A Jego miłosierdzie z pokolenia na pokolenie
nad tymi, co się Go boją.
Okazał moc swego ramienia,
rozpraszył pyszniących się zamysłami serc swoich.
Strącił władców z tronu, a wywyższył pokornych.
Głodnych nasyca dobrami, a bogatych z niczym odprawił.
Ujął się za sługą swoim, Izraelem,
pomny na swe miłosierdzie.
Jak przyobiecał naszym ojcom,
Abrahamowi i jego potomstwu na wieki.
Maryja pozostała u niej około trzech miesięcy; potem wróciła do domu” (Łk 1,39-56)

*

Dziś święto nawiedzenia Elżbiety przez Maryję. Warto się przyjrzeć. Maryja nie mówi: „Cieszę się z tego, czym obdarował mnie Pan Bóg, ale jestem strasznie zmęczona drogą, a poza tym Bóg mógł inaczej to rozegrać, bo głupio wyszło z Józefem, i w sumie to miałam trochę inne plany, no i w ogóle to nie wiem co dalej…” itd., itd. A Maryja jest tak skupiona na DOBRU, które Bóg daje, że te wszystkie trudne rzeczy (nad którymi ja lubię się rozczulać, w analogicznych sytuacjach), schodzą na dalszy plan. I tak też przebiega rozmowa między kobietami – w klimacie wdzięczności i radości, w klimacie dobra. Warto naśladować. Dla dobra własnego i tych, z którymi się rozmawia.

***

TWIERDZA

„Kto się w opiekę oddał Najwyższemu
mieszka w cieniu Wszechmocnego,
mówi do Pana: „Tyś moją ucieczką i twierdzą,
Boże mój, któremu ufam”.

„Ja go wybawię, bo przylgnął do Mnie,
osłonię go, bo poznał moje imię.
Będzie Mnie wzywał,
a Ja go wysłucham.

I będę z nim w utrapieniu,
wyzwolę go i sławą obdarzę.
Nasycę go długim życiem
i ukażę mu moje zbawienie”.”

(Ps 91,1-2.14-16)

*

Psalm 91 jest jednym z moich ulubionych. Bo to konkretna obietnica: jeśli „mieszkam w cieniu Wszechmocnego”, czyli pragnę z Nim żyć, spędzam z Nim czas, szukam Go w każdej chwili, w każdej decyzji, to w każdym kryzysie, we wszystkich wątpliwościach, czy nie popełniam błędu, we wszystkich frustracjach, mogę krzyczeć – choćby przez łzy i ze ściśniętym gardłem: „Tyś moją ucieczką i twierdzą, Boże mój, któremu ufam”. I mogę już się zacząć wsłuchiwać w Jego słowa: „Ja go wybawię, bo przylgnął do Mnie…”.

***

DO PRZODU

„Uczniowie byli w drodze, zdążając do Jerozolimy, Jezus wyprzedzał ich, tak że się dziwili; ci zaś, którzy szli za Nim, byli strwożeni. Wziął znowu Dwunastu i zaczął mówić im o tym, co miało Go spotkać: Oto idziemy do Jerozolimy. Tam Syn Człowieczy zostanie wydany arcykapłanom i uczonym w Piśmie. Oni skażą Go na śmierć i wydadzą poganom. I będą z Niego szydzić, oplują Go, ubiczują i zabiją, a po trzech dniach zmartwychwstanie. Wtedy podeszli do Niego synowie Zebedeusza, Jakub i Jan, i rzekli: Nauczycielu, chcemy, żebyś nam uczynił to, o co Cię poprosimy. On ich zapytał: Co chcecie, żebym wam uczynił? Rzekli Mu: Daj nam, żebyśmy w Twojej chwale siedzieli jeden po prawej, drugi po lewej Twej stronie. Jezus im odparł: Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić, albo przyjąć chrzest, którym Ja mam być ochrzczony? Odpowiedzieli Mu: Możemy. Lecz Jezus rzekł do nich: Kielich, który Ja mam pić, pić będziecie; i chrzest, który Ja mam przyjąć, wy również przyjmiecie. Nie do Mnie jednak należy dać miejsce po mojej stronie prawej lub lewej, ale [dostanie się ono] tym, dla których zostało przygotowane. Gdy dziesięciu [pozostałych] to usłyszało, poczęli oburzać się na Jakuba i Jana. A Jezus przywołał ich do siebie i rzekł do nich: Wiecie, że ci, którzy uchodzą za władców narodów, uciskają je, a ich wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie między wami. Lecz kto by między wami chciał się stać wielkim, niech będzie sługą waszym. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem wszystkich. Bo i Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz żeby służyć i dać swoje życie na okup za wielu” (Mk 10,32-45)

*

Co najmniej poruszająca scena jest opisana w dzisiejszej Ewangelii. Jezus przeżywa bardzo trudny czas: czeka na bycie opuszczonym i wyszydzonym, na tortury i śmierć. A uczniowie przychodzą, żeby poopowiadać Mu o swoich planach i aspiracjach. Idą z Nim, a są od Niego zupełnie daleko… Nieraz przegadam całą modlitwę o sobie, o moich radościach i moich smutkach, moich sukcesach, moich porażkach i moich problemach. I Pan Bóg słucha tego wszystkiego, pociesza, podpowiada. Ale z tej dzisiejszej sceny między wierszami czytam: „Czy możesz po prostu chwilę ze Mną pobyć…?” Nie dlatego, że Go męczę czy irytuję. Raczej po to, żebym przestał kręcić się wokół siebie i zaczął iść do przodu, zamiast kręcić się w kółko.

***

 

STOKROĆ TYLE

„Piotr powiedział do Jezusa: Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą. Jezus odpowiedział: Zaprawdę, powiadam wam: Nikt nie opuszcza domu, braci, sióstr, matki, ojca, dzieci i pól z powodu Mnie i z powodu Ewangelii, żeby nie otrzymał stokroć więcej teraz, w tym czasie, domów, braci, sióstr, matek, dzieci i pól, wśród prześladowań, a życia wiecznego w czasie przyszłym. Lecz wielu pierwszych będzie ostatnimi, a ostatnich pierwszymi” (Mk 10,28-31)

*

Podjęcie decyzji o pójściu za Jezusem wiąże się z trudem. Większym, czy mniejszym, ale zawsze. W przypadku zakonników, pewne rzeczy, z których się rezygnuje są oczywiste (co nie znaczy, że bezbolesne). Ale większość z tego, co się „opuszcza”, nie jest tak naprawdę pozostawieniem, czy zaprzepaszczeniem, a raczej zmianą. Bo nie przestaje się kochać bliskich osób, które się fizycznie opuszcza (powiedziałbym, że wręcz przeciwnie – niektóre rzeczy się oczyszczają, nabierają nowego smaku), a rezygnacja z planowanej kariery, nie oznacza zakopania pod ziemią swoich talentów. Za to za każdym razem, kiedy czytam Ewangelię o tym zostawianiu domu, braci, pól etc. i otrzymywaniu wszystkiego „po stokroć”, stwierdzam, że nie ma w tym przesady: w ostatnich latach zyskałem co najmniej kilka osób, które bez wahania mógłbym nazwać siostrami i braćmi, miejsc, w których czuję się jak w domu, projektów, w które angażuję się na 100%, choć ze znacznie głębszą motywacją, niż kiedyś…

***

ZMIANA

„Gdy Jezus wybierał się w drogę, przybiegł pewien człowiek i upadłszy przed Nim na kolana, pytał Go: Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne? Jezus mu rzekł: Czemu nazywasz Mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg. Znasz przykazania: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, nie oszukuj, czcij swego ojca i matkę. On Mu rzekł: Nauczycielu, wszystkiego tego przestrzegałem od mojej młodości. Wtedy Jezus spojrzał z miłością na niego i rzekł mu: Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną. Lecz on spochmurniał na te słowa i odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości. Wówczas Jezus spojrzał wokoło i rzekł do swoich uczniów: Jak trudno jest bogatym wejść do królestwa Bożego. Uczniowie zdumieli się na Jego słowa, lecz Jezus powtórnie rzekł im: Dzieci, jakże trudno wejść do królestwa Bożego tym, którzy w dostatkach pokładają ufność. Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa Bożego. A oni tym bardziej się dziwili i mówili między sobą: Któż więc może się zbawić? Jezus spojrzał na nich i rzekł: U ludzi to niemożliwe, ale nie u Boga; bo u Boga wszystko jest możliwe” (Mk 10,17-27)

*

Kontemplowałem dziś scenę, w której pewien człowiek przychodzi do Jezusa i pyta co zrobić, żeby osiągnąć życie wieczne. Ciężko się kontempluje tę scenę, bo jest jak lustro. Też robię dużo fajnych, dobrych, pobożnych rzeczy. I też trudno mi zrezygnować z niektórych rzeczy, do których jestem przyzwyczajony – niby nic złego, ale Pan Jezus mówi, że brak wolności jest przeszkodą w wejściu do Królestwa… Tylko co robić, jeśli ciężko coś zmienić? Trzeba walczyć o każdy, nawet mały krok na drodze do zmiany. A przede wszystkim prosić, prosić, prosić…

***